Smokers Outside The Hospital Doors

"Najsmutniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek widziałem byli palacze pod szpitalnymi drzwiami"

Najsmutniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek widziałem
byli palacze pod szpitalnymi drzwiami
“Smokers Outside The Hospital Doors” EDITORS

 

I taki widok właśnie miałem z okna. Wysokie drugie piętro. Ilekroć przy nim stałem, ktoś wychodził na szpitalne podwórze zapalić. Chciałem też, ale dawno skończył mi się zapas tego, co zwykłem palić. Odrestaurowany oddział chirurgiczny. Nie powinienem tam być, ale się znalazłem. Może dlatego, że była to niedziela; jedna z tych poprzednich niedziel ściekających jeszcze zmrożona zimą, a może z zupełnie innego niż niedziela powodu, położono mnie w jednoosobowej sali. Dziękowałem szpitalnym bogom i siostrze oddziałowej za ten wybór – w przeciwnym razie musiałbym odnaleźć się w realiach sali wieloosobowej, gdzie pacjenci dosyć intensywnie korzystają z zasobów płatnej telewizji zamawiając koktajl ze skoków narciarskich i wiadomości telewizyjnych, z racji wieku pewnie nie słyszą zbyt dobrze, bo głośno to wszędzie grało. A ja ostatnie skoki oglądałem w akademiku, bo to była okazja, żeby dobrze i w cieple się napić, a wówczas piłem bardzo dużo. Owszem, byłem na to przygotowany. Na szpital, rzecz jasna. Poza zakupem piżamy szpitalnej, miałem także zatyczki do uszu i parę innych – jak zakładałem – niezbędników, aby przetrwać sytuację.

Pojedyncza sala szpitalna ma swoje plusy i minusy. Tych plusów jest znacznie, znacznie więcej. Jako osoba głęboko introwertyczna, nie cierpiałem na brak towarzystwa. Siostry zaglądały poza tym dosyć często. Rozmawialiśmy głównie o stanie służby zdrowia. Sporo przytakiwałem i sprawiałem wrażenie obeznanego w pielęgniarskim trudzie. Często przytakuję w ten sposób jako osobnik, który na niczym się nie zna.

“A pan też z rodziny lekarskiej?” – zapytała mnie te pierwsza siostra.

“Tak” – skłamałem po trzech sekundach przemyśleń, uważając że to jeszcze bardziej zagwarantuje mi właściwa opiekę, na którą przecież jestem łasy, a przy tym mam takie coś w sobie, co prawdopodobnie wzbudza litość, troskę i zażenowanie płci przeciwnej, nawet w pielęgniarskim trudzie.

A jak jesteś (a tak, zwracam się sam do siebie, ale i do czytelnika) przez cały czas na wysokich obrotach w życiu, bo praca, praca, praca, do tego dom, koło domu, sprawy, a w czasie wolnym też planujesz gdzie, z kim, kiedy i na jak długo, a twój główny urlop to raz w roku dwa tygodnie od linijki. I nagle. Jak. Masz. Wyhamować. Robi. Się. Dziwnie. W tej piżamie do łóżka, książka. To jeszcze nawet brak myśli, że jutro pod nóż i co to tam będą wycinać. Dziwnie jest.

Wieczorem uśmiechnięta siostra dopytuje się czy podać coś na sen, a ja chętnie. Tę noc chcę przespać i faktycznie zaraz zasypiam tak, że gdy budzą mnie nad ranem, to widzę w szybach okien, za którymi powinna być noc, płomienie – takie piekielne, ale z “Igraszek z diabłem” bardziej, w pastele mi poszło niż w dogmaty. No to rano budzą i ja wiem, co muszą ze mną zrobić i dlaczego w łazience, więc tam idę. A potem zostawiają mnie tam samego i wówczas też juz wiem, że chyba nie zajdę z powrotem do łóżka, bo się nie da podnieść. Ale nie rozczulam się nad sobą; wstaję i idę w kierunku okna, bo jeszcze chcę się napić. Potem się budzę i myślę, jak to dobrze, że udało mi się zajść do łóżka, położyć się, odetchnąć. Szybko jednak dociera do mnie świadomość, że wcale nie leżę na łóżku szpitalnym, tylko na podłodze pod oknem, dokąd najwyraźniej doszedłem przed utratą świadomości, kiedy to moje ciało z nadwagą musiało bezceremonialnie jebnąć na podłogę. Dron nad życiem, który nagle stracił lotność i chybotliwie zerkając na to wszystko z góry, zupełnie jak w każdym odcinku, każdego współczesnego serialu, postanowił runąć w dół. Rozsypać koraliki świadomości po gładkiej posadzce. Tak, nagłość tego zdarzenia bezwiednie zmieniła się w coś na kształt metafory.

Pozbierałem się, podniosłem z podłogi też to, co przy okazji upadku zrzuciłem ze sobą i wróciłem do łóżka, czekając aż po mnie przyjadą.

A potem jest ten moment i trzeba się rozebrać do naga, dostaje się pierwszą pigułkę, jeszcze przed znieczuleniem, siada w wózku szpitalnym i po chwili zupełnie jak w tej starej piosence Wilków:

Dzisiaj chyba padał deszcz

Aniołowie śmiali się

Wyfroterowany hol po którym jadę w nicość…

Myślę, że moje cierpienie było tam żałośnie nieznaczne w porównaniu do wielu hospitalizowanych osób. Słychać to nocą, widać to w twarzach, kiedy sunie się korytarzem i zagląda mimowolnie do innych sal. Byłem ujęty pracą pielęgniarek. To są prawie zupełnie starsze kobiety, bo młodych osób w tym zawodzie nie ma i juz pewnie nie będzie. Mój chirurg był konkretnym i równym facetem. Każde doświadczenie i doznanie, po które sięgamy, wierzę, w swej daremności, niesie jednak jakieś wskazówki. Słowa otuchy jakie dostałem, pomogły w tych pierwszych chwilach. Nie jestem nauczony czuć, że moja obecność może coś znaczyć dla kogokolwiek poza mną, ale w takich momentach parę słów wsparcia od kilku bliskich memu popierdolonemu sercu osób działało lepiej niż ketonal czy to, co po 1 mg czcigodne siostry w szpitalu aplikowaly mi w kaniulę dożylną. W wielkanocne dni byli już ze mna moi przyjaciele i mogłem nawet przechylić nieco; może nie było perfekcyjnie, bo szwy zaczęły rozchodzić się przed czasem, ale takie drobiazgi mają wówczas mniejsze znaczenie.

Każdego dnia, ktoś z tych, którzy tam być nie powinni, wychodzi na zewnątrz przed szpitalne drzwi zapalić papierosa i myśli o życiu. Pozostali myślą o nim stojąc w szpitalnych oknach i patrząc na świat za oknem.

kwiecień 2018