Moment przed wschodem

Słońce wschodzi nad Toruniem

W tych samych i takich samych hotelach, tak samo trudno o sen. To znaczy zasypiam wreszcie, ale tak około 4 nad ranem, czasem nieco później. Nie pamiętam. Zdarza się, że wcześniej wychodzę w obce miasto. A każde takie miasto o tej porze jest surowe. Zwolnione, wręcz zatrzymane. Często wilgotne. Powietrze pozwala intensywniej oddychać. Zaciera się wszystko już gdzieś za kolejną ulicą. Tam już nie pójdę.

Stałem w oknie koło czwartej nad ranem. Wysokie piąte piętro. Ciemność, obrys starego miasta. Od tej manii niespania lekko zmęczony. Udaje się perfekcyjnie nie myśleć o niczym.

Wówczas, za starym miastem, gdzieś daleko na płaskim horyzoncie podniosła się szczelina słońca na całej jego długości i w jednej chwili. I nigdy z taką intensywnością nie doświadczyłem wschodu, którego brzask rozświetlił dzień.

Słońce wschodzi nad Toruniem
Minął się człowiek z rozumem…