Całe życie w Volterze

O ósmej rano w toskańskim miasteczku Volterra

Jest Toskania w zachwycających widokach, i jest Toskania w soczystym smaku win. Jest w wąskich uliczkach miasteczek i cyprysowych alejkach bocznych dróg.

 

Jest zapewne mnóstwo Toskanii to zobaczenia i do posmakowania. Niewiele z tego uda mi się tutaj doznać. Jestem w wielu miejscach jedynie przejazdem.

 

O ósmej rano w toskańskim miasteczku Volterra przy sklepowym parkingu celowo i dodatkowo umyślnie celebruję spożycie porannego napoju. Gram na czas. To jeden z tych bezdyskusyjnie upalnych poranków, bez pytań jaka będzie pogoda. Ze sklepu wyszedł Włoch, około pięćdziesiątki, na pewno starszy ode mnie. W dżinsach, koszuli z długim rękawem i w pełnych butach. Z brzuszkiem jaki przynależy do tego wieku.  Obserwowałem go już wcześniej w sklepie, bo nie wiedziałem jakie wybrać pieczywo. Patrzyłem, co kupi na śniadanie taki typowy Włoch. Tak, był typowym Włochem. Nie tym w lnianej koszuli i spodniach oraz butach wartych spojrzenia. Ten raczej prowadzi mały warsztat, lub jest urzędnikiem z długim stażem, który nigdy nie awansował. Ani nie miał jak, ani nie musiał. Całe życie w Volterze. I młodość, i miłość i budowa domu pod Volterrą, i dzieci potem. Zainteresowanie futbolem i polityką swojego kraju. Zapewne wszystkie historie rodzinne były jego udziałem. Kiedy wyszedł ze sklepu, zaczął pakować te swoje poranne zakupy do trzydziestoletniego Fiata Pandy. Bagażnik otworzył kluczykiem. Karoseria podbita warstwą kurzu. Dopijałem. Odpalił za drugim razem. Odjechał. Przypadkowy podróżny w podróży bez przewodnika. Całe życie w Volterze. I ten poranek też.

 

Volterra, 07.07.2018