Toskański nieprzewodnik

Volterra, San Gimignano, Casciano, Siena, San Quirico d’Orca, Buonconvento, Pienza, Monticchiello, Murlo, Montalcino

Są miejsca, w których chce się zostać trochę dłużej. Wówczas poza namiotem warto zainstalować też hamak. Namiot ustawiony na kaskadowym zboczu oliwnego gaju z widokiem na prawie wszystko, co w Toskanii najpiękniejsze. Hamak rozpięty na dwóch gałęziach oliwnych, które radzą sobie z moją wagą. Spałem dziś w porze siesty, korzystając z dobrodziejstwa zacienienia drobnych listków. W nocy w oddali pobłyskują światła nieodległego Vescovado, schowanego w ciągu dnia gdzieś po drugiej stronie tej rozległej doliny. Noc słuchania cykad, sowich rozmów, oraz czasem też nieznanych nocnych ptaków.

Czytam podczas tej podróży: Jerzego Pilcha “Portret młodej wenecjanki”, Marka Zagańczyka “Drogę do Sieny” oraz “Cyprysy i topole”, Krzysztofa Vargę “Sonnenberg” (o tym ostatnim tytule będzie osobny materiał). Pilcha bez mała uwielbiam bezkrytycznie w sensie ścisłym, a ta pozycja to konfesja niestrudzonego bezbożnika najwyższej próby. Obie książki Zagańczyka “robią” mi tu trochę za przewodniki, gdyż tychże jako takich tu nie mam, zdając się na własne epifaniczne wybory. Zamiast bedekerów, prowadzi droga, znajduję to czego akurat mi potrzeba – podwójne wstęgi cyprysów wijące się poboczami dróg ściśle lokalnych, srebrne połacie gajów oliwnych, szczodrą zieleń winnic, spalone słońcem mury zabudowań. Czasem staję na poboczu, patrzę na szczyty i doliny, odnajduję niewielkie skupiska domostw lub rozłożone na dogodnych wzniesieniach zarysy średniowiecznych miast. Tyle mi potrzeba. I tak nigdzie nie przeczytałbym o grze światła i półcieni w słoneczne południa na zakrzywionym rynku i bocznych placach, smaku wina i ciepłego chleba. Nieba możliwych ulotnych niespodzianek.

Volterra, San Gimignano, Casciano, Siena, San Quirico d’Orca, Buonconvento, Pienza, Monticchiello, Murlo, Montalcino. A często jeszcze pozostaje to, co pomiędzy tymi słowami.